









Ten poranek w Łodzi był niezwykle mglisty. Miasto zdawało się jeszcze nie obudzić, jakby ktoś otulił je grubą warstwą ciszy. Latarnie świeciły przygaszonym, żółtawym światłem, które ginęło po kilku metrach, a znajome ulice wyglądały tak, jakby prowadziły zupełnie gdzie indziej.
Lubię takie chwile. Człowiek ma wrażenie, że świat zwalnia, choćby na moment. Nawet tramwaje, zwykle zniecierpliwione i hałaśliwe, sunęły dziś jakby ostrożniej. W powietrzu czuć było wilgoć, ale też coś kojącego — jakby miasto próbowało powiedzieć: „zatrzymaj się, popatrz”.
To była dobra przypominajka, że czasem warto pozwolić sobie na ten krótki oddech. Na kilka kroków w stronę spokoju. Na posłuchanie, jak wygląda cisza.